I wciąż ta sama ballada …
Gdy poeta zmęczył wszystkich swoim gadulstwem, dramatopisarz skwitował to tak; „Deszcz pada, pada, pada – Rydel gada, gada, gada…” Śmieszne. Miał go też innym razem wypchnąć z pokoju do kuchni, żeby tam sam do siebie gadał, a innym dał wytchnienie. Śmieszne.
Poeto. A właściwie… wykładowco. Gadane to Ty masz. Potrafisz długo, przez bite 90 minut. Bez wytchnienia. Bez szansy na jakąkolwiek myśl czy refleksję ze strony słuchaczy. Włączasz się punkt 8:00, wyłączasz się dokładnie półtorej godziny później. I oczekujesz podobnej synchronizacji ze strony studentów – gdy Ty włączasz mówienie, chcesz, żeby on włączyli słuchanie. O, pardon, nie słuchanie.
ROZUMIENIE. UCZENIE SIĘ. STUDIOWANIE.
Od jakichś dwudziestu lat wiemy, że bierne słuchanie „wyłącza się” samoczynnie po jakimś kwadransie. Możesz mówić przez 90 minut, ale słuchaczy masz przez jakieś 20% czasu, jaki spędzacie razem. I nie, nieprawda, że kiedyś młodzież była inna. I nie jest prawdą, że w starożytności młódź zbierała się u stóp mędrca, żeby go słuchać. To taki mit, w który strasznie chce się nam wierzyć.
Razem spójrzmy prawdzie prosto w oczy – nauczanie polegało i polegać powinno na… dialogu. Co by było, gdyby dialog, a nie monolog był podstawą Twoich wykładów? To możliwe?
Nie można wypchnąć Cię z pokoju (sali wykładowej) do kuchni, żebyś mówił tam do siebie. Ale można układać o Tobie złośliwe wierszyki albo… nie przychodzić na Twoje wykłady.