Gra w chowanego

Zajęcia zdalne – zabawa w chowanego?

Listy do wykładowcy

Kto by pomyślał, że taka prosta zamiana – hop, siup – z sali wykładowej na salon domowy wywoła demony? W warunkach ławkowych wszystko było łatwe. I ekspozycja społeczna nie była kłopotem, i mówienie przez kilka godzin non-stop też nie. I można było w rozmowie towarzyskiej rzucić niedbale „Moi studenci…” i wszyscy wyobrażali sobie ciebie stojącego za katedrą w powiewającej todze, jak potężnym głosem trybuna wyjaśniasz młodzieży akademickiej świat.

A teraz? W kapciach. Wygodnych spodniach. Z domowym kubkiem w kwiatki. Przy stole w jadalnym. Wykład z podstaw zarządzania ten sam. Slajdy na zajęcia z rachunkowości finansowej też te same. I tylko czegoś brak…

Sprawiedliwości.

Bo tak: ekspozycja społeczna jest? Jest! Konieczność bycia punktualnym jest? Jest. Przygotowanie zadań jest? Jest! Mówienie przez kilka godzin non-stop? No, wszystko jest. A studenci?

Jacy studenci?

Nie widziałeś żadnego studenta od kilku miesięcy. Czasem tylko słyszysz głosy. Lub czytasz maile („Kiedy sprawdzi Pan projekty, bo tu w imieniu grupy pytam”). To tak to ma teraz wyglądać? Wirtualny wykładowca. E-wykładowca mówiący do mikrofonu, a nie do studentów.

„Oddajcie mi moich studentów, dranie! Niech ktoś coś zrobi, niech włączy im kamerki, niech wreszcie ich zobaczę. Niechby nawet się nudzili na moich zajęciach, ale żeby byli… Patrzyli na mnie… Słuchali… I mądrze kiwali głowami… Niech już patrzą do tych swoich telefonów. Niech mi przerywają wykład durnym pytaniem, co będzie na kolokwium. Żebym tylko nie musiał znowu mówić do tych czarnych kafelków na ekranie…”

Nie ma sprawiedliwości. Kiedyś byłeś wodzem, liderem, kapitanem. Studenci czuli respekt i okazywali atencję. Dziś ktoś ich ci zabrał, zasłonił, wyciszył. Nic nie możesz zrobić, zostałeś sam z niewykorzystaną szansą na zadanie tego jednego pytania:

„Czy mogą państwo włączyć kamery? Bo strasznie się stęskniłem…”

Możesz również polubić…